“
Saltic Resort & Spa: Marcin, lat 8, był wyraźnie zaskoczony tym, że ferie nad Bałtykiem mogą być ciekawe. Po powrocie do szkoły Marcin opowiedział kolegom z klasy: „Ja myślałem, że zimą nad morzem to jest tylko zimno i nic więcej. Nie wiedziałem nawet, że ludzie dalej tam mieszkają w styczniu – przecież wieje, do wody nie można wejść, brr… Kiedy rodzice powiedzieli, że na ferie pojedziemy do Łeby, pomyślałem: przecież to nie wakacje, będzie nuda. Okazało się, że wcale nie. Hotel nazywa się Saltic Resort & Spa, jest w lesie. Jak patrzyłem przez okno, to same drzewa wokół, takie wysokie. Mama mówi, że to sosny, choć mi bardziej przypominały choinki, ale większe. Na zewnątrz pachniało szyszkami. Zbieraliśmy je na spacerze z tatą i udawaliśmy, że to granaty. Do morza jest bliziutko, bardzo. Ja się nawet nie zdążyłem zapytać „daleko jeszcze?”, a już było widać plażę. Nie było parawanów, ludzi też jakoś mało. Za to były fale, które robiły szum. I mewy oczywiście też. W hotelu pokazali nam, że na plaży można szukać bursztynu. Czułem się jak detektyw, fajna zabawa. A po spacerze wracaliśmy do hotelu i szliśmy na basen. W końcu ciepełko. Mogłem skakać do wody, a rodzice pytali: „co, zimno było?”. A ja odpowiadałem: „tak, ale już jest super”. W hotelu są miejsca, gdzie jest gorąco, w niektórych też dużo pary. Dorośli tam wchodzą i mówią, że to dobrze dla zdrowia. Przed wejściem do jednej przeczytałem: „Sauna”. Wbiegłem tam na chwilę, ale nie siedziałem za długo, bo albo mi było gorąco, albo zbyt mokro. Ale widać, że rodzice to lubią. Mnie najbardziej interesowały animacje. Dorośli wymyślali dla nas zabawy, jakieś różne zadania. Lubiłem tam spędzać czas. Jest też sala zabaw, więc jak na dworze mocno wieje i tak jest co robić. Było tam dużo innych dzieci, ja poznałem Zosię i Pawła, dobrze się z nimi dogadywaliśmy. Teraz jesteśmy kolegami, obiecaliśmy sobie znowu spotkać się za kilka miesięcy. Jednego dnia pojechaliśmy do miejsca, gdzie są wielkie piaskowe góry. Nazywają się wydmy. Wyglądało jak pustynia, tylko zaśnieżona. I jest w Polsce! Chodziłem po piasku i śniegu, było śmiesznie, bo nogi mi się zapadały. Mama robiła dużo zdjęć, a ja próbowałem wejść najwyżej jak się da. Widziałem daleko, a wydaje mi się, że nawet zauważyłem lisa. Szkoda, że rodzice nie widzieli. Wieczorami oglądaliśmy filmy, w hotelu było kino. Takie prawdziwe, ale mniejsze niż u nas w mieście. Inni też przychodzili obejrzeć. Puszczali Spider-Mana, Jak wytresować smoka i Zwierzogród. Rodzice czasem chodzili na koncerty, podobało im się. Ale szczerze… ja wolę kino. Najśmieszniejsze było to, że tata poszedł morsować! Staliśmy i patrzyliśmy, jak on i inni dorośli wchodzą do zimnej wody. Tata potem mówił, że było „świetnie”, ale miał twarz jakby trochę płakał. Mówił, że to od morza, choć nie do końca mu wierzę. I tak spędziłem ferie. Jednak nad Bałtyk zimą warto sobie pojechać. Jest wesoło, spokojnie i ciekawie. Dla dzieci i dorosłych.